Nieistniejące budynki Starego Miasta. Synagogi, których już nie zobaczymy
Spacerując dziś ulicami Starego Miasta w Częstochowie, trudno oprzeć się wrażeniu, że historia jest tu obecna na każdym kroku. Kościół św. Zygmunta, Stary Rynek czy układ średniowiecznych ulic przypominają o ponad sześciuset latach dziejów miasta. Warto jednak pamiętać, że wiele budynków, które przez stulecia tworzyły charakter tej części Częstochowy, już nie istnieje. Jedne padły ofiarą pożarów, inne zniszczyły działania wojenne, a kolejne ustąpiły miejsca powojennym przebudowom. Dziś pozostały po nich fotografie, stare mapy i wspomnienia mieszkańców.
Jednym z najboleśniejszych symboli utraconego Starego Miasta jest Stara Synagoga przy skrzyżowaniu ulic Mirowskiej i Nadrzecznej. Powstała w rejonie dawnej dzielnicy żydowskiej, gdzie od XVIII wieku rozwijała się liczna społeczność żydowska. W pobliżu działała również rzeźnia rytualna oraz liczne sklepy i warsztaty należące do żydowskich rodzin. Podczas niemieckiej okupacji budynek został zniszczony, podobnie jak znaczna część zabudowy otaczającej getto. Dziś miejsce to przypomina o świecie, którego już nie ma.
Nieco dalej znajdowała się także Nowa Synagoga przy dzisiejszej ulicy Wilsona. Choć nie leżała na samym Starym Mieście, była najważniejszą świątynią żydowskiej społeczności Częstochowy. Zaprojektowana przez Gustawa Landaua-Guttentegera, należała do najokazalszych synagog w Królestwie Polskim. Niemcy spalili ją 25 grudnia 1939 roku, a po wojnie jej pozostałości przebudowano na siedzibę Filharmonii Częstochowskiej.
Synagogi a czas Holokaustu
W czasie Holokaustu synagogi straciły swoje pierwotne znaczenie, bo społeczność, która je tworzyła, została zamknięta w getcie, a potem niemal całkowicie zgładzona. W Częstochowie likwidacja getta rozpoczęła się we wrześniu 1942 roku. Tysiące ludzi wywieziono do Treblinki, innych zamordowano na miejscu. W takim świecie synagoga przestaje być tylko budynkiem. Staje się niemym świadkiem zagłady całej wspólnoty.
Synagogi Częstochowy pokazują, jak bogate i różnorodne było kiedyś to miasto. Ich los przypomina też, jak łatwo można stracić nie tylko budynek, ale cały świat, który wokół niego istniał. Dziś patrzymy na nie już nie jako na zwykłe obiekty, lecz jako na symbole pamięci, tożsamości i tragedii Holokaustu. I właśnie dlatego warto o nich mówić — żeby historia nie została zamknięta razem z ich murami.



